wtorek, 23 września 2014

Umilić sobie jesień


Tak naprawdę to ja uwielbiam jesień, to moja ulubiona pora roku. A już zwłaszcza ta w złotym, polskim wydaniu, i to jest coś, czego mi z pewnością brakuje. 
Wieczory będą już tylko dłuższe i dłuższe, idealne na czytanie. Ponura pogoda została chyba wymyślona dla moli książkowych ;) Więc, żeby umilić sobie nadchodzące czasy kupiłam to, co widać wyżej. Dominuje King, Christie i Larsson, będzie jesień z dreszczykiem.

niedziela, 14 września 2014

"Kobieta w czerni" Susan Hill

Dałam się uwieść. Przepadłam od pierwszej strony i nie odpuściłam, póki nie dotarłam do ostatniej. Ostatnio naprawdę rzadko mi się zdarza, żebym przeczytała książkę na przysłowiowym jednym wdechu, a "Kobieta w czerni" skutecznie odpędziła ode mnie sen. A stwierdzenie, że wolało się czytać niż spać jest chyba jedną z najlepszych rekomendacji dla książki.

A co mnie tak urzekło w dziele Susan Hill? Na pewno sposób w jaki jest napisane - lekko, bez niepotrzebnego komplikowania akcji i po prostu wciągająco. Tak że po prostu, najzwyczajniej w świecie byłam ciekawa co jest na następnej stronie i pokusa, żeby się przekonać była silniejsza od zmęczenia. Ciekawa historia podana w przystępny sposób to to, czego  szukam w książkach.


Historię opowiada nam główny bohater, londyński notariusz Arthur Kipps, który podczas bożonarodzeniowego wieczoru spędzanego z rodziną przenosi się  myślami do wydarzeń, które miały miejsce lata wcześniej. Jako młody pracownik kancelarii notarialnej został wysłany, aby uporządkować sprawy zmarłej klientki, którą była kobieta mieszkająca w starym, odizolowanym od świata domu otoczonym przez bagna. Przebywając tam, Kipps doświadcza dziwnych i strasznych wydarzeń, które na zawsze pozostawiły w nim ślad a wspomnienia nigdy go już nie opuściły.

Z ręką na sercu polecam książkę wszystkim, którzy choć troszkę lubią się bać. Ale nie dostajemy tutaj krwawych opisów, jedynie fenomenalnie oddany nastrój opuszczonego domu, mglistych dni i bagien, które skrywają swoją tajemnicę.

sobota, 6 września 2014

5 książek, którę chcę przeczytać w tym miesiącu

Wymyśliłam sobie, takie moje własne mini "wyzwanie", wybrałam 5 książek, które chciałabym przeczytać w najbliższym czasie i liczę, na to, że mi się uda. Wtedy powtórzę to w październiku. Początkowo myślałam, żeby wyznaczyć sobie 10 książek, ale wtedy mogłabym nie podołać, bo praca i inne obowiązki zabierają mi znacznie więcej czasu niż w poprzednich latach i na książki czasami mi go po prostu brakuje. Ot, uroki dorosłego życia ;) Ale absolutnie na to nie narzekam, wręcz przeciwnie, bardzo lubię moje życie w obecnej postaci :)

A wracając do tematu postu, 5 książek, które chcę przeczytać w tym miesiącu to:


Cat, Jessica i Mega zostały w dzieciństwie porzucone przez matkę. Dzięki temu wychowały się na silne, niezależne kobiety, które dokładnie wiedzą czego pragną. Cat kocha swoje nieskrępowane życie i nie chce go rujnować posiadaniem dziecka. Jessica ma wspaniałego męża i tworzy z nim udaną dwuosobową rodzinę, ale bez dziecka czuje sie niespełniona. Dlaczego więc, mimo intensywnych wysiłków, nie może zajść w ciążę i musi poddać się piekłu sztucznego zapłodnienia? Najmłodsza Megan jest w ciąży z przygodnie poznanym Australijczykiem. Chce ją przerwać uważając, że nie powinno się mieć dziecka z mężczyzną, którego się nie kocha. Wszystkie trzy przekonają się jak trudno jest dotrzymać wierności własnym przekonaniom. Trzy siostry. Trzy pary. Dwie ciąże. Szóstka młodych ludzi próbujących rozwiązać trudne probelmy miłości i seksu i zrozumieć znaczenie posiadania rodziny.


I to pozycja, która pójdzie na pierwszy ogień. Właściwie to przez nią wymyśliłam sobie tę listę. Teraz leży koło mnie i czeka, aż skończę pisać i się za nią zabiorę.



Spowity mgłą i tajemnicą Dom na Węgorzowych Moczarach góruje nad omiatanymi przez morskie wichry bagnami,odcięty od świata i niedostępny, gdy fale przypływu pochłoną Ławicę Dziewięciu Topielców – jedyną drogę, jaka łączy go z lądem.

Arthur Kipps, młody notariusz z Londynu, przyjeżdża na pogrzeb samotnej właścicielki domu, by uporządkować pozostawione przez zmarłą papiery. Nie wie jeszcze, co wydarzyło się przed laty w domu i na otaczających go bagnach. Nie wie, kim jest kobieta w czarnej sukni, która ukazuje mu się z oddali. Lecz wkrótce odkryje przerażający sekret Domu na Węgorzowych Moczarach i pojmie, jak straszliwą zapowiedzią jest pojawienie się kobiety w czerni…



Rzadki przykład, kiedy to po książkę sięgam dlatego, że widziałam film. Zazwyczaj jest odwrotnie, ale na swoją obronę powiem, że nie wiedziałam, że  jest ekranizacją. Oglądałam dwa razy, bo lubię takie klimaty, mam nadzieję, że i z książki, będę zadowolona.




Młoda kobieta z córeczką ucieka od niekochanego męża na irlandzką wysepkę i odzyskuje spokój ducha w małej nadmorskiej społeczności. Wkrótce w ich otoczeniu pojawia się przystojny rudowłosy skrzypek… oraz ponury stary rybak, który ukrywa straszną tajemnicę.
Tę pełną ciepła i czułości powieść z irlandzkim krajobrazem w tle pokochali czytelnicy na całym świecie.






 Na tę książkę długo miałam straszną ochotę, która znacznie ostygła po przeczytaniu kilku średnich recenzji. Teraz po prostu mam nadzieję, na przyjemną i ciepłą lekturę ;)




Bangkok pierwszy przystanek na wędrownym szlaku. Richard, spragniony przygód obieżyświat, zatrzymuje się na noc w podrzędnym pensjonacie. Spotyka tam pewnego Szkota, który w narkotycznym transie bredzi o jakiejś niebiańskiej plaży. Następnego dnia podcina sobie żyły, zostawiając Richardowi mapę z zaznaczoną drogą do plaży. Krążą o niej legendy wśród ludzi podróżujących po południowej i wschodniej Azji. Wyprawa w nieznane rejony Tajlandii jest dla wychowanego na filmach o Wietnamie Richarda pokusą i wyzwaniem. Szukał przygody, ale ta, którą znalazł, przerosła jego wyobrażenia.




Ta książka to mój mały wyrzut sumienia. Zaczęłam czytać chyba dwa miesiące temu i tak sobie ją podczytuję od czasu do czasu po rozdziale, dwóch. Ale rozdziały są króciutkie, kilkustronicowe. Mam więc nadzieję, że w końcu ją dokończę.



Kathryn Stockett stworzyła trzy wspaniałe kobiece bohaterki. Odwaga i determinacja, z jaką podjęły się swojego zadania, zapoczątkowały nieodwracalną zmianę w ich własnym życiu oraz w życiu mieszkańców miasta.
Choć akcja książki toczy się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na amerykańskim Południu, a temat segregacji rasowej wydaje się tu niezwykle istotny, jest to też zarazem ponadczasowa i uniwersalna opowieść o ograniczeniach, którym wszyscy podlegamy i które pragniemy znieść.





"Służące" swego czasu zrobiły mały bum na blogach książkowych, były niemalże wszędzie, gdzie popatrzyłam, nic dziwnego więc, że i ja nabrałam ochoty na ten tytuł. I nie będę kłamać, że nie mam dużych oczekiwań, książka podbiła wiele serc, mam nadzieję, że z moim będzie  podobnie.



Dzień mija mi dzisiaj pod znakiem deszczu, a jak wiadomo taka pogoda jest doskonała dla moli książkowych. Nie zostaje mi więc nic innego, jak zaszyć się pod kocykiem z herbatą i "Kronikami rodzinnymi".

niedziela, 22 czerwca 2014

"Wrześniowe dziewczynki" Maureen Lee, czyli mocny kandydat na rozczarowanie roku

 


Liverpool, rok 1920. Podczas burzliwej wrześniowej nocy dwie kobiety rodzą pod tym samym dachem dwie dziewczynki. Pozornie wszystko je dzieli - pochodzenie, pozycja społeczna. Ale bolesne doświadczenia i codzienne zmagania szybko je do siebie zbliżają.
Po dziewiętnastu latach, kiedy wybucha druga wojna światowa, ich córki, Cara i Sybil, razem stacjonują na Malcie. Wojenna zawierucha na zawsze zmieni ich życie - przyniesie miłość, ból, rozpacz i nadzieję.


Starałam się, Naprawdę. Zrobiłam dużo, żeby przeczytać tę książkę. Miałam ją ciągle pod ręką kiedy gotowałam, oglądałam telewizję (swoją drogą Comedy Central puszcza tylko Friendsów, jedynie miesza sezony i czasami przetka jakimś innym serialem :D), nosiłam ze sobą w torebce, a do cienkich książek ten tytuł niestety nie należy. I tak jak zazwyczaj wolę książki w podobnej objętości, tak tutaj zaliczam to do minusów. Podczytywałam kiedy się dało. Ale pomimo moich starań nie udało mi się przeczytać całości. Poległam gdzieś w okolicach dwusetnej strony i odczułam ulgę, że już nie muszę. Wiem, że głupio to brzmi, bo przecież nikt mnie nie zmuszał, ale ciągle się łudziłam, że już, że zaraz się rozkręci, że bohaterowie mnie zaciekawią, że jeszcze kilka stron i wciągnę się w fabułę tak, że wołami mnie nie odciągną. Ale nie, nie dało się. Książka jest infantylna, bohaterowie nudni, całość bezbarwna i zwyczajnie szkoda mi czasu zmarnowanego na czytanie "Wrześniowych dziewczynek".
A naprawdę myślałam, że będzie inaczej, że książkę wręcz pochłonę, bo opinie ma dobre, opis też zachęcający, a jak przeczytałam, że autorka zasięgała szczegółowych porad o życiu cywilów w latach drugiej wojny światowej to już w ogóle byłam zaciekawiona na maksa. Tym większe więc moje rozczarowanie.

poniedziałek, 26 maja 2014

Poniedziałkowa bzdurka






Powoli się ogarniam w nowej rzeczywistości. Jeszcze tylko jedna przeprowadzka i będę w domu. Z kominkiem, półkami na książki, dużym ogrodem i pianinem. Ani ja, ani J. nie gra, ale agencja nam go zostawia, będzie więc pianino.
Książki czytam jak tylko znajdę czas, na przerwie w pracy, przed pracą, kiedy tylko się da wyrywam chwile na czytanie, bo nałóg to nałóg, z tym się nie wygra.  Dzieje się ostatnio bardzo dużo, ale w tym dobrym sensie.