piątek, 31 sierpnia 2012

"W bagnie" Arnaldur Indriðason













Tytuł oryginału: Mýrin
Wydawnictwo: W. A. B.
Gatunek: kryminał
Liczba stron: 304



Lubię tą pomroczność bijącą z północnych książek. Mrok, deszcz, mróz i bohaterowie - koniecznie niejednoznaczni, tzw. ludzie po przejściach. Świat nie jest czarno - biały, ma mnóstwo odcieni szarości i nie można nikogo twardo sklasyfikować, przypisać do konkretnego obozu "ten jest dobry, a ten fe, tego lubię tamtego nie".

Islandia, Reykjavik, znaleziono zwłoki siedemdziesięciolatka, z pozostawioną obok ciała kartką o niejasnym przesłaniu, która więcej gmatwa niż wyjaśnia (w sumie dla sprawcy to dobrze). Sprawą zajmuje się Erlendur Sveinsson, a więc nasz bohater z przeszłością, który musi się zagłębić w przeszłość ofiary i tam doszukać się jakichkolwiek tropów, które przybliżą go do rozwiązania zagadki. W tak zwanym międzyczasie, na prośbę byłej żony i córki - narkomanki bada okoliczności zaginięcia pewnej dziewczyny, która uciekła z własnego wesela.
Lubię, kiedy w książce jest więcej niż jeden wątek, chociaż tutaj morderstwo całkowicie zdominowało sprawę ucieczki dziewczyny, która to jest gdzieś na boku i nawet rozwiązanie jest jakby mimochodem. Ale stanowi dobrą odskocznię od wątku głównego, więc przesyt na pewno nam nie grozi. Choć wiem, że takie, jakby nie było, skakanie po tematach może niektórych irytować, to mnie to absolutnie nie przeszkadza, a w takich książkach jak ta, po prostu nie da się inaczej.

"W bagnie" to jedna z części cyklu z Ernaldurem, w Polce ukazały się jeszcze "Grobowa cisza" i "Głos". O tej ostatniej pisałam tutaj, że jest książką wartą nieprzespanej nocy, "W bagnie" też jest taka. Po skończeniu lektury dopisałam Islandię na listę zakątków, do których absolutnie muszę kiedyś wybrać (Kanada i Indie już tam są, Kanada zbliża się coraz bardziej - szkoda tylko, że skarbonka przeznaczona na ten cel jakoś pusta cały czas). Z notki o autorze dowiedziałam się, że na podstawie "W bagnie" powstał film, do którego scenariusz napisał sam Indriðason, w najbliższym czasie mam zamiar ogladnąć.

Książka z Trójki e - pik, wahałam się jeszcze, czy jako przykład literatury skandynawskiej nie zabrać się za "Mężczyznę, który się uśmiechał" Mankella, ale wybrałam tę i nic a nic nie żałuję :)

6 komentarzy:

  1. Również bardzo lubię kryminały ze Skandynawią w tle, chociaż nie przypominam sobie, żebym czytała o Islandii. ;-)
    Mówisz, że warto zainteresować się tym pisarzem... Zapisałam sobie jego nazwisko i zamierzam się osobiście przekonać, bo obok dobrej zbrodni nie mogę przejść obojętnie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci przypadnie do gustu, a w razie gdyby nie - to co złego to nie ja :D

      Usuń
  2. Jeszcze nie czytałem kryminałów rodem ze Skandynawii. Może czas zacząć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, może, teraz wychodzi dużo skandynawskich kryminałów, jest w czym wybierać i przebierać ;)

      Usuń