niedziela, 21 października 2012

Podróże na kraniec świata

Dzisiaj będzie troszkę o podróżach... i to takich, do których nie musimy wychodzić z domu.
Nędzny ze mnie jest podróżnik, mam swoje ulubione miejsca w które jeżdżę do znudzenia, a kiedy przez przypadek trafię w jakiś nowy zakątek, stukam sobie w czoło zastanawiając się "dlaczego dopiero teraz?". Mam w prawdzie w planie postawić mą nóżkę na każdym kontynencie, mam nawet skarbonkę z napisem "Kanada", ale to wciąż są tylko plany, nieosadzone bliżej w czasie. Na szczęście są też książki o podróżach, na szczęście są też promocje, gdzie można kupić dwie takie książeczki w pakiecie po 10 zł :) Wenezuela i Kambodża to dwie książki z miniserii "Kobieta na krańcu świata" Martyny Wojciechowskiej. W skład serii wchodzą jeszcze: Boliwia, Argentyna, Wietnam, Kenia, Tanzania i Zanzibar, Namibia.

Zacznijmy może podróż od Wenezueli, bo to po nią sięgnęłam najpierw. Z książki dowiadujemy się, że nazwa kraju znaczy "mała Wenecja", mieszkańcy w Boże Narodzenie jeżdżą do kościoła na wrotkach, mają pyszną kawę i nie należy nikomu pokazywać gestu OK, czyli kciuka w górze, bo to obraźliwe. Ponadto Wenezuelczycy są jednym z najszczęśliwszych narodów świata. Być może ma na to wpływ fakt, że mają ogrom pięknych kobiet, o których ta książka w sumie jest. Sześć tytułów Miss Universe i pięć tytułów Miss Świata - to chyba mówi samo za siebie. Jednak piękno i młodość nie są wieczne, trzeba im troszkę dopomóc. Wenezuelki uwielbiają wszelkie zabiegi poprawiające urodę i mówią o tym otwarcie. Tam to nie jest temat tabu w przeciwieństwie do np. naszego kraju, gdzie zaprzeczanie poprawianiu natury dochodzi niekiedy do poziomu absurdu. W Wenezueli pełno jest szkół modelek, do których uczęszczają nawet małe dziewczynki, bo Miss nie zostaje się przez przypadek, trzeba na to ciężko zapracować.

Druga książka po którą sięgnęłam ( a muszę dodać, że obie przeczytałam tego samego wieczoru) pokazuje kobiety żyjące w Kambodży. To był ogromny kontrast, bo te nie mogą sobie pozwolić na takie fanaberie, jak rozmyślanie o kolejnym botoksie. Są zajęte oczyszczaniem ziemi z min przeciwpiechotnych, których w Kambodży jest od groma i jeszcze trochę. Szacuje się, że do całkowitego rozminowania tego kraju potrzeba jeszcze około 10 lat.
Te kobiety to najczęściej jedyne żywicielki rodziny, za dnia pracują na polu minowym, potem wracają do baraków, gdzie wiodą całkiem przeciętne życie, bo przecież drobny relaks należy się każdemu.




Obie książki są cieniutkie, mają po około 120 stron, z czego część to zdjęcia, które są na pewno dużym atutem. Można się zapatrzeć w piękne widoki, rozmarzyć się o wyjeździe i zwiedzaniu tych krajobrazów. Treść książek właściwie nie odbiega od tego, co było pokazywane w tv, ale też tego nie oczekiwałam. Za to jest podanych dużo ciekawostek, jak np. koszty noclegów, czy kulinarne specjały danego kraju, trochę historii podanej w przystępny sposób. Te książki to świetny sposób na niezobowiązującą, krótką podróż w miejsca, do których prawdopodobnie nigdy inaczej nie trafię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz