środa, 29 stycznia 2014

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E L James


Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku.
Plan spala jednak na panewce, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie. 
 W tym miejscu kończy się „disneyowskie”  love story, choć młodziutka, niedoświadczona  dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna  podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?*




Sięgnęłam po tę książkę tylko dlatego, że bardzo się nudziłam i potrzebowałam czegoś na szybko, a dodatkowo widziałam, że moja korepetytorka też ma na półce, więc pomyślałam, że byłby to temat do rozmowy. No i nie oszukujmy się, szukałam czegoś, co można przeczytać szybko i bezrefleksyjnie. I tutaj "Pięćdziesiąt twarzy Greya" sprawdziło się idealnie. To zdecydowanie książka, nad którą nie trzeba się zastanawiać. Ba, nawet nie powinno. Bo wtedy może się łezka w oku zakręcić, że coś takiego jest wydawane, a mnóstwo rękopisów kisi się w szufladach (tak, tutaj oczami wyobraźni widzę rękopisy, a nie pliki w komputerze ;)). 

Wynudziłam się. To pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy jak pomyślę o tej książce, najzwyczajniej w świecie nudziła mnie. Gdybym czytała w nocy to niechybnie bym zasnęła. Przecież tam w ogóle nic się nie dzieje, zero akcji, dziewczyna tylko zagryza wargę co napala faceta. I tak w kółko.
Mnóstwo powtórzeń językowych, w ogóle język dosyć ubogi, ale tutaj to nie wiem, na ile to kwestia zdolności literackich pani E L James, a ile wina tłumaczenia.

No cóż, dałam się naciągnąć obiecującym hasłom z okładki, ale że potrafię uczyć się na własnych błędach, to po kolejne części na pewno nie sięgnę.

Tytuł oryginału: "Fifty Shades of Grey"
Wydawnictwo: Sonia Draga
Gatunek: erotyk
Liczba stron: 608

* opis ze strony wydawnictwa Sonia Draga

1 komentarz:

  1. Raczej sobie podaruję tę lekturę, zwłaszcza, że wciąż czeka na mnie całe mnóstwo książek do przeczytania, a biorąc pod uwagę Twoją opinię można stwierdzić, że byłaby to strata czasu.

    OdpowiedzUsuń