niedziela, 22 czerwca 2014

"Wrześniowe dziewczynki" Maureen Lee, czyli mocny kandydat na rozczarowanie roku

 


Liverpool, rok 1920. Podczas burzliwej wrześniowej nocy dwie kobiety rodzą pod tym samym dachem dwie dziewczynki. Pozornie wszystko je dzieli - pochodzenie, pozycja społeczna. Ale bolesne doświadczenia i codzienne zmagania szybko je do siebie zbliżają.
Po dziewiętnastu latach, kiedy wybucha druga wojna światowa, ich córki, Cara i Sybil, razem stacjonują na Malcie. Wojenna zawierucha na zawsze zmieni ich życie - przyniesie miłość, ból, rozpacz i nadzieję.


Starałam się, Naprawdę. Zrobiłam dużo, żeby przeczytać tę książkę. Miałam ją ciągle pod ręką kiedy gotowałam, oglądałam telewizję (swoją drogą Comedy Central puszcza tylko Friendsów, jedynie miesza sezony i czasami przetka jakimś innym serialem :D), nosiłam ze sobą w torebce, a do cienkich książek ten tytuł niestety nie należy. I tak jak zazwyczaj wolę książki w podobnej objętości, tak tutaj zaliczam to do minusów. Podczytywałam kiedy się dało. Ale pomimo moich starań nie udało mi się przeczytać całości. Poległam gdzieś w okolicach dwusetnej strony i odczułam ulgę, że już nie muszę. Wiem, że głupio to brzmi, bo przecież nikt mnie nie zmuszał, ale ciągle się łudziłam, że już, że zaraz się rozkręci, że bohaterowie mnie zaciekawią, że jeszcze kilka stron i wciągnę się w fabułę tak, że wołami mnie nie odciągną. Ale nie, nie dało się. Książka jest infantylna, bohaterowie nudni, całość bezbarwna i zwyczajnie szkoda mi czasu zmarnowanego na czytanie "Wrześniowych dziewczynek".
A naprawdę myślałam, że będzie inaczej, że książkę wręcz pochłonę, bo opinie ma dobre, opis też zachęcający, a jak przeczytałam, że autorka zasięgała szczegółowych porad o życiu cywilów w latach drugiej wojny światowej to już w ogóle byłam zaciekawiona na maksa. Tym większe więc moje rozczarowanie.

2 komentarze:

  1. A ja tak autorkę lubię, a tu taka lipa. Przekonam się pewnego dnia, gdyż jest w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze wiedzieć, będę omijać tę książkę z daleka :)

    OdpowiedzUsuń