niedziela, 14 września 2014

"Kobieta w czerni" Susan Hill

Dałam się uwieść. Przepadłam od pierwszej strony i nie odpuściłam, póki nie dotarłam do ostatniej. Ostatnio naprawdę rzadko mi się zdarza, żebym przeczytała książkę na przysłowiowym jednym wdechu, a "Kobieta w czerni" skutecznie odpędziła ode mnie sen. A stwierdzenie, że wolało się czytać niż spać jest chyba jedną z najlepszych rekomendacji dla książki.

A co mnie tak urzekło w dziele Susan Hill? Na pewno sposób w jaki jest napisane - lekko, bez niepotrzebnego komplikowania akcji i po prostu wciągająco. Tak że po prostu, najzwyczajniej w świecie byłam ciekawa co jest na następnej stronie i pokusa, żeby się przekonać była silniejsza od zmęczenia. Ciekawa historia podana w przystępny sposób to to, czego  szukam w książkach.


Historię opowiada nam główny bohater, londyński notariusz Arthur Kipps, który podczas bożonarodzeniowego wieczoru spędzanego z rodziną przenosi się  myślami do wydarzeń, które miały miejsce lata wcześniej. Jako młody pracownik kancelarii notarialnej został wysłany, aby uporządkować sprawy zmarłej klientki, którą była kobieta mieszkająca w starym, odizolowanym od świata domu otoczonym przez bagna. Przebywając tam, Kipps doświadcza dziwnych i strasznych wydarzeń, które na zawsze pozostawiły w nim ślad a wspomnienia nigdy go już nie opuściły.

Z ręką na sercu polecam książkę wszystkim, którzy choć troszkę lubią się bać. Ale nie dostajemy tutaj krwawych opisów, jedynie fenomenalnie oddany nastrój opuszczonego domu, mglistych dni i bagien, które skrywają swoją tajemnicę.

1 komentarz:

  1. Lubię się bać, a tajemnicze, opuszczone domy bardziej na mnie działają niż krwawe opisy, także to coś dla mnie, zwłaszcza, że film bardzo mi się podobał :)

    OdpowiedzUsuń